Artykuł: Jesteśmy cheerleederkami, czyli tańczącymi maskotkami

Po polsku nazywają je pomponiarkami albo podżegaczkami. Muszą być ładne, zgrabne i... pracowite. Nie wystarczy machać pomponem, by znaleźć się w drużynie. Nauka układów tanecznych wymaga wyczerpujących treningów.
W sali gimnastycznej rozbrzmiewa skoczna muzyka. Dziewczęta bez wysiłku prezentują szpagaty i inne figury gimnastyczne. Uśmiech ani na chwilę nie schodzi im z twarzy.

- Wygląda to na dobrą zabawę, lecz jest okupione litrami potu - mówi Robert Śliżewski, od roku choreograf i trener K-12. Z Edwardem Krajewskim, założycielem formacji, zamierza wyprowadzić dziewczyny na estradę.

- Trener daje nam mocno w kość - skarżą się dziewczęta. - Na szczęście efekty tej harówy widać na zawodach. Jesteśmy najlepsze! - dodają podekscytowane. Już od 5 lat formacja K-12 zdobywa mistrzostwo Polski. - Na razie nie mamy sobie równych, ale w tańcu nigdy nie można być pewnym, że osiągnęło się wszystko - mówi Śliżewski.

Pierwszy zespół polskich cheerleaderek stworzył Edward Krajewski, nauczyciel wuefu na Uniwersytecie Warszawskim i trener tańca towarzyskiego. K-12 (?K? od nazwiska twórcy, a ?12? od liczby tańczących dziewcząt) powstało w 1988 r. Na zamówienie Amerykanów.

- Mieliśmy tylko wziąć udział w zawodach w Japonii. Zaprezentowaliśmy musztrę paradną i bardzo się spodobaliśmy! - wspomina pan Edward. - Postanowiłem, że nie dam rozwiązać zespołu. Znaleźliśmy sponsora, zdobyliśmy sławę. Przetrwaliśmy czas, gdy nie było pieniędzy. Sami szyliśmy stroje, pompony robiliśmy z reklamówek. Opłaciło się! Dziś każda drużyna koszykówki w Polsce ma swoje podżegaczki - zachwala.

Taniec podczas przerw w meczu

Od roku działa stowarzyszenie K-12, do którego należy ponad trzysta osób. Występy mistrzyń Polski można podziwiać pomiędzy meczami koszykówki MKS Blachy Pruszyński w Pruszkowie. A młodszą grupę w hali klubu Warszawianka. Tańczą dla przyjemności, bez honorariów. Tylko po występach na bankietach dostają pieniądze. - Trudno się z tego utrzymać. Wystarczy jedynie na kosmetyki, czasem na jakiś ciuch - kwitują.

Liderki pierwszego składu K-12, prowadzą własne zespoły w podstawówkach. - Tak tworzymy tradycję polskich pomponiarek - śmieje się Krajewski. - W Ameryce do zespołów trafiają tylko najlepsze dziewczyny. U nas może tańczyć każda. Ale ich cheerleaderki ćwiczą od lat 80., my obchodzimy 14-lecie!

- Na zajęciach z dziećmi przypominam sobie, jak ja zaczynałam - zamyśla się Ania Borowik, dziewiętnastoletnia studentka reklamy. - Z uwielbieniem patrzyłam na starsze dziewczyny. Tak chciałam występować przed publicznością...

Ania, uznawana za najładniejszą członkinię mistrzowskiej grupy, jest w K-12 od pięciu lat. Ma najwięcej adoratorów, dostaje najwięcej sms-ów z propozycjami randek, rozdaje najwięcej autografów.

- Są bez szans, już spotkałam miłość swojego życia - mówi tajemniczo. Zdradza, że jej chłopak jest tancerzem i wokalistą grupy dance. - Doskonale rozumie moje uzależnienie od tańca. Jeśli nie pójdę na trening, jestem po prostu chora!

Marzenia o wielkiej, życiowej karierze

Praca cheerleaderki nie jest lekka. Dziewczyny muszą zawsze ładnie wyglądać i nie mogą przytyć.

- Diety nie stosujemy, ale docinki trenera wystarczą, by utrzymać linię. Największą karą jest zakaz występów - zapewnia Aneta Kozłowska, 20-letnia studentka ekonomii. Chce być tancerką, założyć rodzinę. Nie wyobrażam sobie pracy w banku. - Może prowadziłabym podwójne życie: w dzień okienko kasowe, a w nocy szalony taniec do rana?

Do zespołu może należeć każda dziewczyna. - Gruba, chuda, ładna brzydka... Ale nie wystarczy machać pomponami, żeby tańczyć w formacji. Czekają mordercze ćwiczenia, praca domowa: nowe układy taneczne, które trzeba znać na następne zajęcia! - mówi choreograf.

Aneta i Ania zgodnie twierdzą, że dzięki pracy cheerleaderki pozbyły się kompleksów, a także nieśmiałości. To procentuje w każdej dziedzinie ich życia. - Rozdawanie autografów i komplementy po występie są miłe. Przyjemne jest też oglądanie siebie w telewizji - wymieniają jedna przez drugą. A takich sytuacji jest więcej niż nieprzyjemnych zajść: chamskich okrzyków czy rzucania w tancerki ogryzkami.

A jakie są ich marzenia? Wszystkie pragną tego samego:

- Pokazać się, wyróżnić z tłumu. Być może ktoś podczas tego występu zauważy właśnie mnie? Może zrobię wielką karierę?

Katarzyna Bonda
"Naj", Nr 9/2002

Strona główna | Polityka prywatności | Kontakt

© Copyright 2007 MB Projekt


Salsa | Kursy tańca